Wrzuta treści

Inspiracje: "Ocelot"

dodano: 2015-08-12 22:00:17, dodał: Administrator

Sztuka ruchu OCELOT, czyli przyszli artyści Cirque du Soleil !

Podczas tegorocznego animowania dzieci nad morzem miałam okazję obserwować, a nawet czynnie uczestniczyć w warsztatach prowadzonych przez Fundację Wspierania Kultury Ruchu OCELOT. Oprócz wspaniałych młodych artystów, których pełno było na szarfach oraz drzewach zachwycił mnie fakt, iż założycielem tej grupy jest były solista „Cirque du Soleil”  i wielokrotny mistrz świata w akrobatyce sportowej – Bogdan Zając.

Na ich stronie można znaleźć informacje iż jest to organizacja o zasięgu międzynarodowym, której głównymi celami są: inicjowanie, wspieranie i promocja działalności kulturalnej, sportowej, medycznej oraz edukacyjnej. Są to legendarni artyści, których przedstawienia pełne są kunsztu, pasji i niesamowitych umiejętności w zachwycającej, multimedialnej oprawie.

Stypendyści „Ocelotu” są szkoleni nie tylko pod względem akrobatycznym, ale również pod względem tańca, aktorstwa i wszelkiej sztuki ruchu oraz jej twórczego przełożenia.  Warsztaty są prowadzone przez liczną ilość gości i znamienitych aktorów m.in. Piotra Srebrowskiego i Piotra Sorokę. Jak sami wspominają trenują po 5 a nawet 6 razy w tygodniu i rodzice muszą pomagać im w obowiązkach szkolnych, które są dla nich na dalszym planie.  Dzieci wśród swoich ulubionych i inspirujących je artystów wymieniały swojego trenera Bogdana Zająca oraz Maddie Zigler.  Ponadto uwielbiają wyjeżdżać, zwłaszcza do Budapesztu a przedstawieniem, które najbardziej lubią grać jest szekspirowski „Sen nocy letniej”.  Zostałam uraczona jeszcze przezabawną opowieścią, ulubioną anegdotką najmłodszych – o psie imieniem Gaja, który często występuje z nimi na scenie (bez żadnej wcześniejszej tresury!) i o tym jak podczas jednego ze spektakli w Gdańsku postanowiła załatwić swoją potrzebę na środku sceny ;-) Wychowankowie „Ocelotu” podkreślali również, że ich poprzednicy często robią zawrotną karierę i wszystkim im się marzy angaż w najlepszy cyrku świata – „Cirque du Soleil”.

 Od 2006 roku dyrektorem artystycznym, scenarzystką i reżyserką jest pełna pasji i pozytywnej energii Beata Zając, z którą miałam przyjemność przeprowadzić wywiad w towarzystwie stypendystów:

Jak zaczęła się Pani pasja ?

Już jako przedszkolak byłam zawsze wrażliwym dzieckiem. Reagowałam na wszystkie dźwięki ruchem, tańcem … Często śpiewałam repertuar „Gawędy” oraz chciałam dostać rolę w tym spektaklu. Pewnego pięknego dnia gdy jechałam z rodzicami na wakacje pociąg się opóźniał, ludzie byli zmęczeni całą sytuacją więc postanowiłam dać darmowy koncert tańca i śpiewu. Zbieg losu tak chciał, że widziała to nauczycielka baletu, która powiedziała mojemu ojcu, że mam talent i by rozważyli zapisanie ją do szkoły baletowej „po komunii świętej”.  Bardzo chciałam iść do „Gawędy” lub do szkoły baletowej, chociaż dla moich rodziców wysłanie 9 - latki do szkoły z internatem nie wchodziło w grę, a najbliższa szkoła znajdowała się w Bytomiu. Pamiętam, jak modliłam się o to, żeby zdać… mama wręcz przeciwnie ;-) Tata bardziej we mnie wierzył, natomiast obojgu rodzicom było ciężko pogodzić się z myślą odebrania mi beztroskiego dzieciństwa.

Skąd wzięła się nazwa „Ocelot”?

Ocelot to kot, różni się od dzikich kotów tym, że nie pływa i co najlepsze – brzmi tak samo we wszystkich językach. Bywa to przydatne, bo np. moje nazwisko Zając po francusku brzmi „Zażak”, po niemiecku „Cajak” a języki angielskim czytają „Zejdżak”, trudno odnaleźć się wtedy na lotnisku czy na festiwalach.

Jaką swoją rolę wspomina Pani najlepiej i dlaczego ?

Największą radość mi sprawia wspólnie wyreżyserowana z dziećmi rola Królowej Natury oraz rola Esmeraldy, to była wspaniała okazja do wyrażenia swojego temperamentu w tańcu. Akompaniamentował nam prawdziwy zespół cygański a muzycy żartowali, że płynie we mnie cygańska krew. Dodatkowo, ta rola tak mi przypadła do gustu, iż nawet po występie podpisywałam się jako Esmeralda.

Co najbardziej Pani lubi w swojej pracy?

Zdecydowanie pracę z dziećmi, odnajduję też dużą przyjemność w reżyserowaniu. Ważnym elementem jest również zaangażowanie rodziny – pomaga nam 25 letnia córka, nie występuje na scenie natomiast odpowiada za marketing i zarządzanie.

Lepiej się czuje Pani na scenie czy za nią ?

Głównie preferuję reżyserkę, niesie ona większe możliwości twórczego przekazu, rozwija skrzydła, pozwala realizować własne wizje oraz marzenia. Teraz jesteśmy  w trakcie tworzenia projektu o życiu i twórczości Leonarda da Vinci, mamy naprawdę ogromne pokłady możliwości dzięki sponsoringu od KGHM. Projekt rozłożyliśmy na 2 lata a jego głównym celem będzie promowanie polskiej kultury na świecie.

Czy często zdarzają się kontuzje?

Wbrew pozorom wcale nie zdarzają się często, ćwiczenia które wykonujemy wzmacniają harmonijnie rozwój. Głównie tak naprawdę zdarzają się podczas innych sportów jak np. narty, jest to dużo częstsze niż na sali. Oczywiście mamy ubezpieczenie ale rzadko korzystamy, jeżeli już to zdarza się to podczas nauki ale nie doświadczonym artystom.

Czy jest jakaś górna granica wieku żeby móc zacząć trenować?

Nie istnieje taka granica, najstarszy nasz uczestnik przyszedł do nas po licencjacie z informatyki w wieku 23 lat, na początku kazaliśmy mu się rozciągać z najmłodszą grupą, teraz jest jednym z naszych lepszych akrobatów, a przecież zaczynał najpóźniej i od zera.

Czy poza tym ma Pani jeszcze jakieś hobby ?

(głaskając swojego pieska) Zdecydowanie zwierzęta są moją największą pasją. Córka nie miała rodzeństwa, bardzo się broniłam przed kupowaniem zwierząt ze względu na częste wyprowadzki. Córka moja często chodziła do sklepu zoologicznego i raz Pani z tego sklepu chciała nam dać królika za darmo, powiedziała, że moja córka tam przychodzi  i mówi do króliczka – „Ty jesteś taki samotny, ja jestem samotna jakbyśmy byli razem to już byśmy nie byli samotni.”  To tak wzruszyło Panią, że powiedziała, że da nam tego królika z klatką na raty, a nawet za darmo…  Ciapko wszędzie jeździł z nami, uwielbiał moją córkę chociaż za nami nie przepadał i klatkę trzeba mu było czyścić w rękawiczkach.  Następnie pewien Pan chciał utopić szczeniaczka i córka powiedziała, że musimy go uratować, „bo przecież w każdym stworzeniu jest Bóg” i tak znalazła się u nas Bella, mały czarny kundelek , dobrze znosiła przeprowadzki, po drodze były też myszoskoczki, papugi a nawet żółwie.  Kocham zwierzęta i dzieci, udało mi się być matką a nawet zastępczą.

Gdzie najchętniej Pani wyjeżdża?

Najlepiej pisze mi się scenariusze w Grecji, uwielbiam tamtejszą atmosferę i klimat.

Jeżeli to nie jest zbyt osobiste pytania, chciałabym zapytać jak poznała Pani męża?

Nie jest to w ogóle osobiste pytanie,  organizowałam warsztaty baletowe w Kołobrzegu i miasto nie dysponowało potrzebną mi zakrytą sceną. Wtedy nieżyjący już dziś reżyser Sebastian Korpiniuk wysłał mnie właśnie do Bogdana, bo „Ocelot”  co roku przyjeżdżał tam ze swoim namiotem cyrkowym i można było rozdysponować wspólnie tą scenę. Pamiętam jak krzyczał przez wielką tubę … to była miłość od pierwszego wejrzenia. Potem działy się szalone rzeczy, przecież gdyby wróżka mi przepowiedziała występ w Dubaju dla szejka i, że tam poznam swojego wariata to nigdy bym nie uwierzyła!  Miałam wykonywać gimnastykę akrobatyczną w powietrzu, bez zabezpieczeń, modliłam się że przecież 30 metrów to to samo co 3 metry … Druga artystka mówiła, że Bogdan na pewno mnie nie kocha, że pozwala mi tak wysoko i bez zabezpieczenia …  oczywiście udało się, a po tym występie opuściłam Kraków. Właśnie w tym miejscu mamy jedną ze swoich rocznic.

Czy ma Pani jakieś motto życiowe?

Kiedy jest mi już naprawdę trudno to powtarzam sobie taki ładny cytat, który dodaje mi sił, mianowicie – „po drugiej stronie chmur jest zawsze błękitne niebo.”, wtedy udaje mi się wykrzesać siłę aby działać.

Który z artystów jest dla Pani inspiracją?

Bardzo szanuję i lubię Audrey Hepburn, za całokształt i za rolę w filmie „Śniadanie u Tiffany’ego.”

Bardzo dziękuję za wywiad i pozdrawiam ;-)


 

 

 

Copyright by Żonglerka.pl 2014, Wszelkie prawa zastrzeżone